niedziela, 14 lipca 2013

Chapter 59.

Oczami Holly.
Nie dawałam ze sobą rady.. kręciłam się po pokoju. Mama Zayn'a chciała dzisiaj spędzić czas z Larry'm. Stwierdziła, że chwila odpoczynku mi się przyda :c.
- Kochanie, co się dzieje ? - zapytał Zayn.
- Nic... - powiedziałam.. a raczej szepnęłam bo gardło zaczęło mi się dziwnie ściskać.
- Przecież widzę. Jesteś moją przyszłą żoną, więc powinienem wiedzieć..
Stanęłam przed oknem. Po chwili odwróciłam się do Zayn'a.
- Bo.. nie daję rady, Zayn ! Kłótnia Giselle i Harry'ego. To jak mnie nazwał. Larry nie może spać przez nasze kłótnie. Ja tak nie mogę.. - zaczęłam płakać.
- Kochanie..
- Puszczałam się w burdelu ! Co jak nasz syn się dowie ?! Jak będzie wiedzieć ?! Odwróci się ode mnie, tak jak reszta ! Nie chcę żyć ! Zabiłam własnego ojca ! Matka potem też zmarła ! Dlaczego ?! Na zawał serca ! ;CCC
Dusiłam się łzami.
- Masz mnie, chłopaków, Giss, moją rodzinę..
- No i co mi do tego ? Przeszłości nie da się wymazać, Zayn ! Co ze mnie za matka ?!
Podszedł do mnie i mocno przytulił. Usłyszałam jego cichy szloch.
- Nie mów tak nigdy.. - szepnął gładząc mnie po włosach.
Pocałowałam go. Uniósł mnie delikatnie i położył na łóżku.
- Wszystkim się zajmę, kochanie. Nie martw się, a teraz odpocznij. - pocałował mnie w czoło i przykrył kołdrą.
Zamknął drzwi i zostawił mnie.. w tych czterech ścianach.. mam dosyć.
Oczami Zayn'a.
Dlaczego się popłakałem ? Bo nie wiedziałem jak jej pomóc, co zrobić. Siedziałem w kuchni i macałem papierosy. Zapalić czy nie ? Dawno nie paliłem..
- Co robisz ? - zapytał Louis.
- Myślę.
Wyrwał mi te jebane papierosy.
- Nie możesz.. - warknął.
Spojrzałem na niego wściekły.
- To wszystko wasza wina ! - krzyknąłem i popchnąłem stół tak, że się wywalił.
Ubrałem kurtkę, buty i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie wiem nawet co mną kierowało.. stres ? Wściekłość ? Nie wiem, kurva, nie wiem !
Jak zwykle moim jedynym ratunkiem było Bradford. Pojechałem do rodziców. Larry bawił się jakimiś tam misiami, klockami. Miło było widzieć go uśmiechniętego.
- Synu, nie możesz się poddawać a do tego pokazywać swojej słabości Holly ! - powiedział mój tata.
- Tato, ale co ja mam zrobić ? Nie mogę jej pomóc.. - westchnąłem.
- Wystarczy, że jesteś z nią. - powiedział.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy i postanowiłem wrócić. Zabrałem ze sobą mojego synka. Kupiłem mu po drodze misia baranka :3 cieszył się jak głupi. Wszedłem do domu Holly. Krzątała się po kuchni i coś gotowała.
- Wrócił twój narzeczony i synek. - powiedziałem.
Spojrzała na nas i uśmiechnęła się szeroko. Mnie powitała soczystym buziakiem a Larry'ego oczywiście wzięła na ręce.
Szczerze ._. on coraz bardziej przypomina mnie ale ma dłuższe rzęsy.
Moje maleństwo *-* Usiadłem na krzesełku.
- Chłopacy tutaj byli.. - powiedziała spokojnie Holly.
- Tak ? I co ? Nagadali ci coś zapewne..
- Zayn. - westchnęła i usiadła obok mnie dotykając ramienia. - Nie możesz ich tak traktować... to są twoi przyjaciele.
- Wiem, Holls. - pocałowałem ją.
- Idź z nimi porozmawiać i jak chcecie to możecie przyjść zostać na noc. Z Holly oglądamy dzisiaj horrory.
Kiwnąłem głową i wróciłem do swojego domu.
Wyjaśniłem wszystko chłopakom..
- Mogłeś nam powiedzieć, stary. - westchnął Harry.
- I jak z Giss ?
- Pogodziliśmy się, powiedziałem Paul'owi, że nie chcę z tamtą laską być. Jesteśmy znowu razem ;) - odpowiedział.
- Dobra. Idziemy do dziewczyn.
Kiedy byliśmy dziewczyny już oglądały Rec 2. Jprdl. co za film ! Srałem pod siebie. Co tu się kurva działo ? Dom wariatów !
- Zayn ! - krzyknęła na strasznej scenie Holly i wcisnęła głowę pod moją pachę.
Ona to przeżywała potem.. dobrze, że już jest lepiej ;) Mam nadzieję, że na naszym ślubie będzie jeszcze lepiej.

Oooo *-* dłuższy nie ? Może być ? :D - Malik.

4 komentarze: